wtorek

Pomidory - 180 wyjątkowych przepisów

To już druga książka po polsku, która opowiada daniach z pomidorów [recenzję pierwszej znajdziecie tutaj]. Niewątpliwie dobry jest trend wydawania książek bazujących na jednym składniku i wokół niego krążących. Podoba mi się to, bo często mając w domu np. cukinie zastanawiamy się co z niej można zrobić.
Książka Pomidory rozpoczyna się od bogatego wstępu dotyczącego uprawiania pomidorów, rad odnośnie kupowania najlepszych, przydatnych kuchennych urządzeń oraz różnych odmian tego warzywa (w sensie botanicznym pomidor jest owocem). Nie ukrywam, że fragment o odmianach zainteresował mnie najbardziej, ale też najbardziej zawiódł, gdyż nie uwzględniono żadnej polskiej odmiany, a szkoda. Niby wiem, które odmiany występujące w Polsce są najlepsze do konkretnych dań, ale to powinno znaleźć się w takiej książce. Wynika to oczywiście z faktu wydania książki o zagranicznym pochodzeniu, bez dostosowania niektórych fragmentów do polskich realiów.

Główna część książki, część z przepisami, podzielona jest na kilka podrozdziałów: zupy i zakąski, sałatki i przystawki, mięsa i drób, ryby i owoce morza, wegetariańskie dania główne oraz napoje, salsy i pieczywo. Przepisy są bardzo zróżnicowane, pochodzą właściwie z całego świata. Właściwie wszystkie są dobre. Mnie najbardziej przypadły do gustu Musaka oraz Libański gulasz. Składniki w nich podane są raczej dostępne, chociaż czasami dosyć drogie. Dodatkowo kolejnym krokom (bo przepis wytłumaczony jest krok po kroku) towarzyszą zdjęcia poglądowe. Sprawia to, że łatwo przygotujemy każde danie. Niestety nie podobają mi się zdjęcia. Chciałabym zobaczyć piękne, apetyczne zdjęcia, a widzę zdjęcia zażółcone. Szkoda, bo jak już pisałam przepisy są naprawdę dobre i uczciwe.

Książkę warto mieć na półce, bo zbiór przepisów jest imponujący. Trzeba nauczyć się nie zwracać uwagi na zdjęcia i typografię.

Pomidory - 108 wyjątkowych przepisów
Fotografie: różni autorzy
Wyd. Publicat  (2012)
Liczba stron: 256
Okładka: miękka
Stan: nowa
Książkę dostałam od Wydawnictwa Publicat

niedziela

Nigella Lawson - Nigellissima


 Gdy dowiedziałam się, że Nigella się odchudza pomyślałam, że to jakiś ponury żart. Gdy zobaczyłam jej zdjęcie w prasie - nie mogłam uwierzyć. Szczupła, nadal piękna, Nigella jest zaprzeczeniem symbolu, którym była. Tym bardziej ochoczo sięgnęłam po jej najnowszą książkę (nie da się ukryć, że przeciwieństwa i niedopowiedzenia mnie bardzo pociągają), by przekonać się co tym razem przygotowała.
Nigellissima pachnie Nigellą, którą znamy i kochamy, miłością do jedzenia, do smaków i zapachów. Tym razem Nigella zabiera czytelników w świat rustykalnej włoskiej kuchni, pełny makaronów, mięsa, ryżu i świeżych ziół. Oparty na prostocie i doskonałych połączeniach zwyczajnych składników.


Przepisy na dania są proste, charakterystyczne dla Nigelli, podane krok po kroku, by właściwie każdy był w stanie je odtworzyć. Dania nie są wprost włoskie, a raczej inspirowane włoską kuchnią, do czego autorka nawiązuje już w świetnie napisanym wstępie. Jej wersje są miejscami diametralnie różne od włoskich oryginałów, co czyni je ciekawymi. Pierwsze kilkadziesiąt stron poświęcone jest makaronom (szczególnie pyszny jest ten z szafranem oraz z owocami morza), a ostatnia część słodkościom - ta podoba mi się najbardziej.

 A wszystko to ujęte w pięknych fotografiach Petriny Tinslay, które niewątpliwie są ogromną zaletą i ozdobą tej książki. Sprawiają, że książce z powodzeniem można nadać miano "comforting". Bo właśnie taka jest - korzystając z niej lub chociażby przeglądając robi nam się lepiej, cieplej, przyjemniej. Idealna pozycja na jesień. 





Nigella Lawson - Nigellissima
Fotografie: Petrina Tinslay
Wyd. Chatto Windus  (2012)
Liczba stron: 288
Okładka: twarda
Stan: nowa

piątek

Yotam Ottolenghi i Sami Tamimi - Jerusalem


Nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi nowej książki Yotama Ottolenghiego do tej pory znanego głównie z wegetariańskich przepisów. Nie mogłam się doczekać dnia premiery. Gdy w końcu nadszedł i wzięłam do rąk książkę Jerusalem napisaną wspólnie z Sami Tamimi nie byłam w stanie się od niej długo oderwać. 
To książka - opowieść o kuchni i zwyczajach kulinarnych tego miasta na skraju kultur arabskiej i żydowskiej z dodatkiem przepisów, a jest ich wcale nie mało - ponad 100. Na początku zachwyca materiałowa okładka i faktura papieru, potem piękne zdjęcia, a gdy już zaczniemy czytać - piękne opisy i genialne przepisy. Książka rozpoczyna się od długiego wstępu o historii miasta, tradycjach, jedzeniu, smakach i pasji. Część z przepisami podzielona jest na rozdziały o warzywach, ziarnach, zupach, daniach nadziewanych, mięsie, rybach, ciastach wytrawnych oraz słodyczach i deserach. Przy wielu przepisach znajduje się komentarz dotyczący etymologii dania, jego składników czy sposobu spożywania. Przepisy są zorganizowane w sposób klarowny, przedstawione krok po kroku. W niektórych pojawiają się składniki nieco egzotyczne, lecz nie niemożliwe do zdobycia. Towarzyszą im pełne smaku zdjęcia, uderzające falą koloru. A pomiędzy przepisami kolejne historie i opisy.
Nie umiem oprzeć się tej książce, mimo, że czasami mieszanie miar i wag (łyżki i gramy) w jednym przepisie nieco mi przeszkadza.
To piękna książka pokazująca tygiel kulturowy i kulinarny z jakim mamy do czynienia w tym wyjątkowym mieście.





Yotam Ottolenghi i Sami Tamimi - Jerusalem
Fotografie: Nomi Abeliovich, Jonathan Lovekin i Adam Hinton
Wyd. Ebury Publishing  (2012)
Liczba stron: 320
Okładka: twarda
Stan: nowa

wtorek

Diana Abu-Jaber: Język Baklawy

Na fali długotrwałej mody na kuchnię arabską ukazała się powieść, którą z powodzeniem można nazwać kulinarną, opowiadająca o życiu i jedzeniu rozerwanym pomiędzy dwa światy – ten zachodni i ten arabski. To opowieść o tęsknocie za tym co domowe i rodzinne, opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości i bolesnym oderwaniu od korzeni. Jednocześnie bardzo apetyczna za sprawą przepisów ubarwiających tekst powieści. 
Język baklawy autorstwa Diany Abu-Jaber to powieść, którą bardzo dobrze się czyta. Dająca niebywałą przyjemność i przenoszącą w dwa światy. Powieść sentymentalna, z miejscami smutnym, bolesnym wydźwiękiem. To opowieść o uczuciach wykorzystująca do ich opisu i analizy zapachy i smaki, dzięki temu całość jest bardzo ciepła. Przepisy w niej umieszczone zawierają zachodnie składniki, są mostem pomiędzy tak różnymi kulturami. I są wykonalne, właściwie dla każdego.
Ta książka to idealna pozycja na jesień – rozgrzewa i daje nadzieję. 


Diana Abu-Jaber: Język baklawy
Fotografie: brak
Wyd. Czarne  (2012)
Liczba stron: 416
Okładka: miękka
Stan: nowa
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Czarne


niedziela

The World's Best Street Food

Muszę przyznać, że gdy podróżuję to najbardziej lubię spożywać lokalne jedzenie. W wielu zakątkach świata to najprawdziwsze jedzenie kupuje się na ulicy i na niej też nim się zajada. Zazwyczaj to jedzenie jest tanie, przygotowane z lokalnych, świeżych składników, może nie zawsze z zachowaniem higieny, ale zawsze pysznie i niezwykle.   
Książka „Street Food” to pozycja o takim właśnie jedzeniu. To co w niej najlepsze to fakt, że każdemu daniu towarzyszy opis spożywania, miejsca gdzie najlepiej kupić, historia powstania (często tylko prawdopodobna),  a także przepis jak takie pyszności samemu przygotować w domu i wariacje na jego temat. Książkę podzielono na dwie kategorie: wytrawnie i na słodko. Przepisów wytrawnych jest zdecydowanie więcej, tych na słodko jest tylko kilkanaście.  Zawarto w niej przepisy z całego świata, w tym dwa z Polski: na zapiekanki i pierogi.  Wśród przepisów są te z niezwykłych miejsc, jak na przykład Boliwia czy Birma oraz te o niezwykłych nazwach - Walkie-Talkies z RPA.
Same przepisy to nie wszystko. Na końcu książki umieszczono bogaty słowniczek opisujący produkty z całego świata. „Street Food” pełne jest pięknych, wyjątkowych zdjęć potraw i miejsc, w których się je sprzedaje. Szata graficzna zachęca do czytania i przeglądania. A typografia jest przyjemna dla oka. 
 Warto przyjrzeć się tej książce i poświęcić jej trochę czasu.


The World's Best Street Food
Fotografie: Lonely Planet
Wyd. Lonely Planet  (2012)
Liczba stron: 224
Okładka: miękka
Stan: nowa

czwartek

O warsztatach kulinarnych słów kilka

Niedawno uczestniczyłam w kilku różnych warsztatach kulinarnych. W tym roku już chyba w 12, a może nawet więcej. Większość z nich była z tymi znanymi i lubianymi. Reszta z mniej znanymi, ale dobrze zapowiadającymi się, a przede wszystkim zdolnymi.
Zawsze, gdy dostaję zaproszenie na warsztaty jestem uradowana, bo nie dość, że będę mogła się czegoś nauczyć to jeszcze poobserwować i w pewien sposób pogłębić swoje zasoby poznawcze także w kategoriach psychologicznych (a psychologia to nie tylko mój zawód i wykształcenie, ale także pasja). Czasami, gdy idę na warsztaty mówię, że nie umiem gotować. Wynika to z tego, że chcę się dowiedzieć jakim nauczycielem jest prowadzący. Nie twierdzę wszakże, że gotować potrafię, ale myślę, że kucharzenie wychodzi mi nie najgorzej. Niektórzy z prowadzących podchodzą do tego z uśmiechem i tłumaczą wszystko krok po kroku. Inni wręcz przeciwnie - wyśmiewają i zachowują się nie tak jak przystało na osoby dobrze wychowane. Żenujący brak kultury połączony z niedostatkami w wykształceniu daje o sobie znać. Ich podejście do uczestnika nie świadczy na korzyść organizatora warsztatów, który za nie płaci i zależy mu na dobrym wrażeniu.
Zupełnie odmienną kwestią są zasady podstawowej higieny. Z tego co mnie uczono i co wynika ze zdrowego rozsądku w kuchni ma być czysto i higienicznie. Gotujący o długich włosach powinni je przynajmniej związać by żaden kłaczek nie pojawił się w potrawie. Należy zdjąć biżuterię, która może przeszkadzać i pilnować by mieć krótkie, czyste paznokcie. Przed wejściem do kuchni i założeniem fartucha wszyscy uczestnicy powinni udać się do łazienki by dokładnie umyć ręce. I dopiero po wyjściu z niej założyć fartuch i udać się do kuchni. Rzeczywistość warsztatowa wygląda zupełnie inaczej. Mało kto myje ręce, nawet po przyjściu z ulicy. Dziewczyny (i chłopcy) o bujnych czuprynach biegają po kuchni w rozpuszczonych włosach, którymi omiatają blaty i to co na nich leży. A do toalety chodzą w pełnym ubraniu, czyli właśnie w fartuchu. Co nawet gorsze, bywa że po kuchni chodzą na boso.
Czy tak rzeczywiście powinno być? Czy zawsze mam podejrzliwie patrzeć na danie przede mną i poszukiwać w nim włosów? A może na wszelki wypadek wypijać wódkę zagryzaną antybiotykiem by ustrojstwo bakteryjne przyniesione z ulicy lub toalety mnie nie dopadło?

Na pewno nie przestanę chodzić na warsztaty (o ile po takim podsumowaniu ktoś mnie jeszcze zaprosi :P), ale coraz baczniej będę obserwować i uważniej wybierać spożywane potrawy by przypadkiem nie trafić na nieproszonych gości.

środa

crEATe. Eating, design and future food.


Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo zwracam uwagę na miejsca, w których jem. Ich wygląd, wystrój, a nawet szyld. Potrafię dosyć długo przeglądać Menu, patrzeć na kształt użytych czcionek, fakturę papieru i różne ozdobniki. A gdy kupuję coś w sklepie to przyglądam się opakowaniu, bo niektóre naprawdę są przemyślane i robią wrażenie.
Dzisiaj mam dla Was książkę właśnie o tym. O designie spożywczym, jak ja go zwykłam nazywać. crEATe, bo o niej mowa, to pozycja, nad której zakupem nie musiałam się wcale zastanawiać. Po prostu musiałam ją mieć. A gdy przyszła to spędziłam długie godziny na oglądaniu fotografii i przerzucaniu wciąż tych samych kartek.  Wówczas mogłam zacząć czytać. A jak już zaczęłam to znowu zniknęłam. Mój zasób wiedzy na temat różnych aspektów wyglądu tego co kupuję zdecydowanie na tym skorzystał i wiem już, że nigdy więcej nie spojrzę na opakowanie w ten sam sposób.
crEATe to książka, która przygotowana została w bardzo przemyślany sposób. Wszystko do siebie pasuje. Fotografie mimo, że czasami tylko dokumentujące, są niewątpliwie główną zaletą tej książki, ale nie mogłaby ona istnieć bez szczegółowych opisów. Nie tylko rzeczywistości, ale także analiz zachodzących zjawisk. Co więcej, autorzy przewidują w jakim kierunku ten przemysł będzie się rozwijał. A to wszystko zamknięte w eleganckiej formie. Jestem na tak. Zdecydowanie.

crEATe. Eating, design and future food.
Fotografie: Wielu autorów
Wyd. Die Gestalten Verlag GmbH&Co. (2008)
Liczba stron: 217
Okładka: twarda
Stan: nowa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...